Wąwóz Kraków to jeden z najbardziej dzikich i tajemniczych zakątków Tatr Zachodnich. Wąska grań, skalne turnie i legenda o zbójniku, który ukrył tu skarb – to wszystko czeka na odkrycie w Dolinie Kościeliskiej.
Zapraszam Was dzisiaj w miejsce, które choć leży w samym sercu Tatr Zachodnich, wciąż umyka uwadze większości turystów. Mowa o Wąwozie Kraków – bocznym odgałęzieniu Doliny Kościeliskiej, które od strony szlaku wygląda jak wąska szczelina w skalnym murze. Kto raz tam wejdzie, ten zapamięta na długo. A ja opowiem Wam o tym, co sam widziałem i co usłyszałem od starych górali.
Zaczynamy w Kuźnicach, skąd ruszamy najpierw Doliną Kościeliską – jedną z najpiękniejszych dolin w polskich Tatrach. Droga wiedzie wygodną ścieżką wśród wapiennych skał, mijamy Pośrednią Polanę, Stare Kościeliska, aż docieramy do Polany Pisanej. To tutaj, po prawej stronie, odbija wąska ścieżka prowadząca w górę, w las. To właśnie początek Wąwozu Kraków. Znakowany szlak (zielony) wznosi się stromo, ale już po kilkunastu minutach wkraczamy w skalny świat.
Wąwóz Kraków ma około 1,5 km długości i jest jednym z najciekawszych zjawisk krasowych w Tatrach. Jego ściany wznoszą się niemal pionowo, a miejscami szerokość przejścia nie przekracza kilku metrów. Idziemy jakby dnem potoku, po kamieniach, wśród cienia i chłodu. Wąwóz jest ciemny, wilgotny, momentami trzeba się przeciskać. Ale to właśnie ten klimat sprawia, że czujemy się jak w innym świecie. Miejscami trzeba uważać na śliskie kamienie, a po deszczu lepiej odpuścić – wtedy wąwóz staje się niebezpieczny.
Dochodzimy do rozwidlenia. W lewo ścieżka prowadzi w stronę Jaskini Kraków – jednej z największych jaskiń w Tatrach, ale nieudostępnionej dla turystów. W prawo, w górę, szlak wyprowadza nas na grań, na przełęcz między Raptawicką Turnią a Wysokim Grzbietem. To miejsce zwane Raptawicką Przełęczą. Widoki stąd są wspaniałe: na Dolinę Kościeliską, na Kominiarski Wierch, na Bystrą. Ale nie tylko widoki przyciągają tu ludzi. Wąwóz Kraków to także miejsce legend.
Posłuchajcie. Dawno temu, gdy zbójnicy chadzali po tatrzańskich ścieżkach, w Dolinie Kościeliskiej miał swoją kryjówkę zbójnik o imieniu Krak. Nie był to zwykły zbójnik – mówiono, że znał się na magii i potrafił znikać w mroku. Jego banda napadała na kupców wracających z Węgier, ale Krak nigdy nie krzywdził biednych. Wręcz przeciwnie – część łupów rozdawał góralom, którzy mu pomagali. Dzięki temu cieszył się sympatią miejscowych i przez długie lata nikt go nie wydał.
Legenda mówi, że Krak ukrył swój skarb w jednej z jaskiń w Wąwozie Kraków. Miał to być wielki kocioł pełen złotych monet i srebrnych naczyń. Ale skarbu strzegły złe moce – podobno sam diabeł pilnował, by nikt niepowołany nie wszedł do jaskini. Kto próbował, ten już nie wracał. Dopiero gdy Krak zginął w potyczce z hajdukami, jego kompani mieli zabrać skarb i ukryć go w innym miejscu. Do dziś nie wiadomo, gdzie. Może nadal leży gdzieś w tatrzańskich czeluściach?
Ta legenda ma swoje korzenie w historii. W XVII i XVIII wieku zbójnictwo było na Podhalu zjawiskiem powszechnym. Zbójnicy, tacy jak słynny Juro Janosik, stali się bohaterami ludowych opowieści. Wąwóz Kraków, ze swoimi jaskiniami i niedostępnymi ścianami, idealnie nadawał się na kryjówkę. Nic dziwnego, że ludowa wyobraźnia umieściła tu właśnie jednego z nich. Zresztą nazwa „Krak” może pochodzić od słowa „krakać” – dawniej mówiono, że w wąwozie gnieżdżą się kruki, które krakaniem ostrzegały zbójników przed niebezpieczeństwem.
Dziś Wąwóz Kraków to raj dla wspinaczy i grotołazów. Jaskinia Kraków ma ponad 1,5 km korytarzy i jest jedną z najdłuższych jaskiń tatrzańskich. Niestety, nie jest udostępniona do zwiedzania – wejście wymaga zgody Tatrzańskiego Parku Narodowego i odpowiedniego sprzętu. Ale sam wąwóz można przejść bez specjalistycznego ekwipunku. To doskonała propozycja dla tych, którzy chcą poczuć dzikość Tatr bez tłumów. Trzeba jednak pamiętać o kilku zasadach.
Po pierwsze – szlak jest zamknięty od 1 listopada do 15 maja ze względu na ochronę przyrody i bezpieczeństwo. Po drugie – po deszczu lepiej nie wchodzić, bo wąwóz staje się śliski i niebezpieczny. Po trzecie – nie wolno zbaczać ze szlaku, bo można łatwo wpaść w szczelinę. I po czwarte – warto zabrać ze sobą latarkę, bo w niektórych miejscach jest naprawdę ciemno. A jeśli chcecie usłyszeć więcej legend, zagadajcie do górali w schronisku na Hali Ornak – oni znają ich bez liku.
Wąwóz Kraków to miejsce, które łączy w sobie dziką przyrodę, historię i magię ludowych opowieści. Kiedy tam idę, zawsze mam wrażenie, że czas się zatrzymał. Słychać tylko szum potoku, echo własnych kroków i gdzieś wysoko krakanie kruka. Może to ten sam, który ostrzegał zbójnika Krakа? Kto wie. Ale jedno jest pewne – to miejsce trzeba odwiedzić, by zrozumieć, czym naprawdę są Tatry.